środa, 18 października 2017

Korea part II

W Korei jestem 50 dni, także czuję się na siłach, aby już Wam trochę o tym mieście i jego mieszkańcach opowiedzieć. W Korei zakochałam się od pierwszego wejrzenia, a każdego dnia Seul zaskakiwał mnie czymś nowym. Pogoda na przełomie września i października jest idealna. Świeże powietrze, +20 stopni. Każdą wolną chwilę spędzam na dworze, zwiedzając i odkrywając zakamarki tego uroczego, górzystego miasta. Pierwsze co zauważyłam będąc w Korei to... kawiarnie. Można je znaleźć na każdym rogu! Uwielbiam kawę, zwłaszcza dobrze spienione cappuccino, więc można powiedzieć, że jestem w raju. Z ilością kawiarni mogą z pewnością konkurować sklepy z kosmetykami. Koreanki mają obsesje na punkcie dbania o cerę, a pielęgnacji swojej skóry poświęcają znacznie więcej czasu niż Polki. W drogeriach półki pękają w szwach od maseczek do twarzy (za około 1 dolara). Co bardzo mnie ucieszyło - mimo niskiej ceny ich skład jest bardzo dobry! Oprócz maseczek możecie znaleźć pełno naturalnych kosmetyków, tj. peelingi, toniki, kremy do twarzy ze śluzu ślimaka czy jadu żmii. Jeżeli chodzi o koreańską kuchnię to jest to jedyna kwestia, do której się tu nie przekonam. Dania są bardzo pikantne, często smażone na głębokim tłuszczu. Na dodatek owoce i warzywa w Korei są bardzo drogie, dlatego ciężko trzymać tutaj dietę nie wydając majątku! Koreańczycy są sympatycznym narodem, nie spotkałam się tutaj z żadnymi nieprzyjemnościami z ich strony. Ze względu na dużą ilość obcokrajowców w Seulu, nie reagują w dziwny sposób na widok modelek, co w Chinach było nie do zniesienia. Pozostałe 25 dni na pewno poświecę na dalsze poznawanie tego pięknego kraju. W kolejnym poście podzielę się z Wami zakupami jakie zrobiłam w Korei, będą to w szczególności kosmetyki :) 



























środa, 6 września 2017

Korea- pierwsze wrażenia

Wciąż nie mogę uwierzyć, że się tu znalazłam. Ale od początku! Lot był dość długi, bo łącznie prawie 12 godzin z przesiadką we Frankfurcie. Z lotniska odebrał mnie kierowca i zawiózł pod moje nowe mieszkanie. Został mi przydzielony mały, jednoosobowy pokoik z toaletką i szafą. Zaczęłam rozpakowywanie walizek, a to miejsce od razu nabrało przytulnego charakteru -prawie jak w domu. Prawie, bo tak jak w domu nie będzie nigdzie. Kolejne dni to już castingi, a w wolnym czasie zwiedzanie. Wczoraj wraz z dziewczynami odwiedziłam Gyeongbokgung. Jest to największy i najstarszy pałac wchodzący w skład Pięciu Wielkich Pałaców dynastii Joseon w Seulu. Tego widoku nie da się opisać. Dech zapiera w piersiach, a na rękach gęsia skórka. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie jak wielkie szczęście ma, mogąc znaleźć się w tak odległych zakątkach świata. Od początku mojej pracy jako modelka wyjeżdżałam na zagraniczne kontrakty, ale chyba dopiero teraz- w wieku 21 lat zaczęłam doceniać to, co daje mi ta praca. 






















piątek, 21 lipca 2017

nowe wyzwania

W tym roku mam za sobą już dwa kontrakty w Chinach, a to dopiero początek. Postanowiłam poświęcić cały swój czas na modeling. Chce podróżować, zwiedzać wszystkie zakamarki tego pięknego świata i przede wszystkim rozwijać się jako modelka. Nowe kontrakty niosą za sobą kolejne doświadczenia, mnóstwo znajomości i piękne zdjęcia. Takie życie może wydawać się idealne, ale niesie za sobą dużo wyrzeczeń, a co najgorsze - rozłąkę. Chyba z tym najtrudniej mi się pogodzić pomimo tylu już odbytych kontraktów. Za każdym razem jest tak samo ciężko opuszczać dom i swoich najbliższych. Niestety nie można mieć wszystkiego, a marzenia trzeba spełniać póki los daje ci taką szansę!